Chyba wszyscy pamiętamy jak to Chevalier des Arts trzaskał ze złością drzwiami salonu, obwieszczając w tromtadrackim manifeście, że nie będzie dłużej swoją osobą firmował tego, nieznośnie "prawackiego" miejsca dyskursu.

W sukurs przyszedł mu jego dystyngowany kolega, anioł śmierci, Azrael.

Obaj panowie ( i tu mała dygresja, gdyż cały czas musimy pamiętać o tym iż anioły płci nie posiadają ) zarzekali się zgodnie, że już nigdy więcej nie uświetnią tego smutnego padołu upadającej refleksji swoim bezstronnym, acz boleśnie konfrontacyjnym pisaniem.

I wszyscy wiemy jak, z punktu widzenia rozwoju wypadków, wygląda teraz ich męska pryncypialność. Gdy czytam, w jaki sposób obaj odpierają uzasadnioną krytykę swoich skrajnie demagogicznych poglądów, zastępując ją pożałowania godną urazową frazeologią, spostrzegam ten sam, jakże charakterystyczny dla tego obozu ideowego, czerstwy topos afektowanego mesjanizmu - tak, mesjanizmu - gdyż w gruncie rzeczy obaj dali się zwieść złudnemu przekonaniu o misyjności swojej publicystyki promieniującej na całą blogosferę.

A oto moje dwa wycięte przez Chevaliera komentarze:

@ Chevalier, już nie "des Arts"

1. Co się takiego dzieje, Drogi Panie, że rezygnuje Pan z polemiki ze mną w najbardziej tchórzliwy sposób, kasując mój post? :-)

Prawda w oczy kole, to nużący banał, ale w przypadku pańskiego podejścia do internetowego dialogu posiada on swój dodatkowy, niewątpliwie "neurasteniczny smaczek" :-)))

2. Korzystając z chwilowej absencji gospodarza blogu, nieco bez wiary, lecz z silnym poczuciem wewnętrznego imperatywu ("wewnętrznego" - gdyż nie chcę drażnić lewicowych oczu Szanownego Autora przymiotnikiem przywodzącym na myśl coś tak kuriozalnego jak "moralność") przystępuję do powtórzenia mojego pierwszego komentarza. Oto on:

Zwraca się Pan do Pana "kerl" tymi oto słowy:" Napisz podanie do Jankego, żeby mnie stąd wyrzucić. Smiało. Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz dla mnie nie tylko kolejnym internetowym trollem, ale też tchórzliwą pierdołą, która wrzeszczy i zapluwa się, ale boi się konsekwencji własnych słów. I za każdym razem, gdy tu się pojawisz, zostanie ci to wypomniane."

Zwracam Panu uwagę, zwłaszcza na wymowę następujących słów:"(...)to będziesz dla mnie (...) ale też tchórzliwą pierdołą, która wrzeszczy i zapluwa się, ale boi się konsekwencji własnych słów. I za każdym razem, gdy tu się pojawisz, zostanie ci to wypomniane."

Bardzo interesująco to wszystko brzmi w kontekście pańskiej niedawnej, tak uroczyście akcentowanej deklaracji, iż żegna się Pan z salonem24 już na zawsze, definitywnie. Potem - bo trzeba było jakoś uzasadnić zmianę owej "męskiej decyzji" - postanowił Pan uderzyć w męczeńsko-posłannicze tony sugerujące ni mniej, nie więcej, tylko to, że pańska internetowa publicystyka wymaga osobistych poświęceń dla dobra nieświadomego wielu zagrożeń, przysypiającego ogółu.

W efekcie sam Pan wychodzi na ową "tchórzliwą pierdołę", która tylko "wrzeszczy i zapluwa się", "ale boi się konsekwencji własnych słów" :-)

I ładnie to tak obrażać innych, gdy samemu nie jest się w porządku wobec wypowiedzianych słów i powziętych zamiarów, hm?